Patrząc na to, z jakim niemal obsesyjnym zapałem polscy politycy wydają kolejne miliardy na zbrojenia, warto zastanowić się, kosztem jakich wydatków realizowane są te decyzje. Polska nie dysponuje dziś nadwyżką budżetową — od lat żyjemy w warunkach permanentnego deficytu i narastającego zadłużenia. Oznacza to jedno: środki przeznaczane na zakup broni są realnie odbierane ochronie zdrowia, edukacji, pomocy społecznej czy kulturze.

Jak irracjonalna jest to polityka, najlepiej obrazuje jeden prosty przykład. Na przełomie 2022 i 2023 roku minister Mariusz Błaszczak podpisał dwie umowy na zakup łącznie 366 czołgów Abrams od Stanów Zjednoczonych. Wartość kontraktu wyniosła 4,6 mld USD, czyli około 20 mld zł. Zakup ten, oprócz środków zabranych z innych obszarów budżetu, sfinansujemy także kolejnymi kredytami, powiększając już i tak ogromną dziurę budżetową. Dług ten spłacać będziemy nie tylko my, ale również nasze dzieci i wnuki, którym już dziś narzucamy ciężar ograniczający rozwój kraju na wiele lat.
Równolegle mierzymy się z głębokimi problemami w dostępie do opieki zdrowotnej. Wynikają one z wielu czynników: chronicznego niedofinansowania systemu, przeciążenia służby zdrowia, braków kadrowych i niedostatków nowoczesnego sprzętu medycznego. Kluczowym problemem pozostaje jednak niewystarczające finansowanie.
W tym kontekście warto przyjrzeć się prostemu porównaniu. Czołg Abrams kosztuje ok. 10 mln USD, podczas gdy najnowocześniejszy robot chirurgiczny da Vinci — wykorzystywany m.in. w skomplikowanych operacjach onkologicznych — to wydatek rzędu ok. 2 mln USD. Oznacza to, że za cenę jednego Abramsa można byłoby wyposażyć pięć nowoczesnych sal operacyjnych w roboty da Vinci. Jeden robot umożliwia przeprowadzenie ok. 300 zabiegów rocznie. Za cenę jednego Abramsa daje to 1500 operacji rocznie— czyli potencjalnie 1500 uratowanych lub przedłużonych żyć. Tym samym tysiącom chorym onkologicznie Polakom odbieramy być może ostatnią szansę na ratunek i skazujemy na śmierć, bez żadnej wojny i obcej agresji.
Jeśli tę liczbę pomnożyć przez 366, otrzymujemy obraz skali zaniechań, którego nie da się usprawiedliwić. W tym miejscu kończy się sfera politycznej niefrasobliwości, a zaczyna — czy raczej powinna zacząć się — odpowiedzialność za działanie na szkodę państwa i obywateli.
Czołgi to zaledwie ułamek polskiej wojskowej rozrzutności. W kolejce stoją jeszcze zakupy śmigłowców Apache, samolotów F-35 czy okrętów podwodnych. W konsekwencji w najbliższych latach czeka nas drenaż środków, które powinny wspierać zdrowie, edukację i dobrobyt Polaków, a zamiast tego zostaną przeznaczone na gigantyczne kontrakty militarne.

Straszenie zagrożeniem zewnętrznym nie jest niczym nowym — podobny schemat widzieliśmy w czasie „pandemii”, która w wielu aspektach okazała się pretekstem do masowego transferu publicznych pieniędzy do prywatnych korporacji, często przy udziale skorumpowanych decydentów. Niestety dziś obserwujemy powtórkę tego mechanizmu, choć w jeszcze większej skali.