Ponad dziewięćdziesiąt lat temu Julian Tuwim ostrzegał w „Do prostego człowieka” przed manipulacją elit, które – pod płaszczykiem patriotyzmu – wysyłają zwykłych ludzi na wojnę w obronie własnych interesów. Dziś jego słowa znów brzmią niepokojąco aktualnie.
Wiersz, który nie traci mocy
Gdy Tuwim publikował swój słynny utwór w warszawskim dzienniku „Robotnik”, jego apel o pacyfizm i demaskowanie propagandy wojennej wpisywał się w idee Skamandrytów. Poeta przestrzegał, że to nie narody chcą wojny, lecz ci, którzy na niej zarabiają.
Dziś, niemal sto lat później, historia zatacza koło. Współczesna propaganda prowojenna ogarnia całe społeczeństwa – także Polaków.
Media głównego nurtu codziennie powtarzają narrację, że udział Polski w konflikcie na wschodzie Ukrainy jest nieunikniony.

Kto chce wciągnąć Polaków w cudzą wojnę?
Warto zadać sobie pytanie: kto i dlaczego próbuje wciągnąć nas w ten konflikt?
Wojna o Donbas to spór pomiędzy byłymi republikami radzieckimi – w swej genezie bardzo podobny do wojny o Górski Karabach między Azerbejdżanem a Armenią.
Tam jednak, gdy zewnętrzne mocarstwa nie wtrącały się w przebieg działań, wojna zakończyła się po kilku miesiącach.
Dlaczego więc w przypadku Ukrainy państwa Zachodu eskalują napięcie i dostarczają broń, zamiast dążyć do pokoju?
Skąd ta dwulicowość?
O innych przejawach podwójnych standardów – choćby w kontekście Strefy Gazy – można by napisać osobny artykuł.
Tuwim już to przewidział
Julian Tuwim, niemal sto lat temu, odpowiedział na pytanie, kto naprawdę potrzebuje wojny:
„Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z panami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: ‘Broń na ramię!’...”
Słowa te brzmią dziś zaskakująco aktualnie. Bo gdy spojrzymy na realne skutki wojny na Ukrainie, łatwo dostrzec, kto na niej zyskał najwięcej.
Ziemia, banki i miliardy
W wyniku wojny Ukraina utraciła nie tylko część terytorium, ale i kontrolę nad własną gospodarką.
Najcenniejsze aktywa – przede wszystkim ziemię – przejęły zachodnie korporacje:
- KERNEL z Luksemburga – 400 tys. ha,
- UkrlandFarming z Cypru – 460 tys. ha,
- TNA Corporate z USA – 250 tys. ha,
- NCH Capitalus z USA – 220 tys. ha.
Ukraińska ziemia – największe bogactwo tego kraju – trafiła więc w obce ręce.
Podobnie przejęto duże części przemysłu i sektora finansowego, w tym przez korporację BlackRock.
Wojna jako biznes
Skoro więc Zachód osiągnął swoje cele gospodarcze, dlaczego konflikt wciąż trwa?
Odpowiedź jest prosta – wojna, podobnie jak wcześniej pandemia COVID, stała się źródłem ogromnych zysków.
Kiedy „tłuste szuje” z koncernów farmaceutycznych zarabiały miliardy na strachu i przymusowych szczepieniach, nikt nie pytał o etykę.
Gdy pandemia „zniknęła” po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji, stare źródło pieniędzy wyschło – ale szybko znaleziono nowe: bomby, rakiety, czołgi, drony.
Dziś te same grupy interesów czerpią zyski z przedłużania wojny, a zależni od nich politycy robią wszystko, by ten krwawy biznes nie ustał.

Stare słowa, nowa prawda
Koszty wojny na Ukrainie już dziś przewyższają wydatki poniesione w czasie pandemii.
Ale „pany brzuchate” i „tłuste szuje” nie zamierzają pozwolić, by to źródełko wyschło.
Bo – jak pisał Tuwim – zawsze znajdą powód, by „bić w dzwony na trwogę” i posyłać prostych ludzi na śmierć w imię zysków tych, którzy nigdy nie staną na froncie.
Aleksander Jacek