Wielu wyborców, którzy oddali swój głos na Karola Nawrockiego w ostatnich wyborach prezydenckich, liczyło, że jego zwycięstwo przyniesie przełom w polsko-ukraińskich relacjach, które w ich oczach były zbyt jednostronne i niekorzystne dla Polski.
Oczekiwano, że "służalcza" polityka Andrzeja Dudy wobec Ukrainy zostanie zakończona, a nowe podejście Nawrockiego przyniesie zmiany. Czy rzeczywiście tak się stało? Przyjrzyjmy się działaniom, które podjął nowy prezydent po objęciu najwyższego stanowiska w państwie.

Pierwszym ważnym testem prezydentury Nawrockiego była kwestia przedłużenia kontrowersyjnej ustawy „o pomocy obywatelom Ukrainy”. Została ona uznana przez wielu Polaków za przyznającą Ukraińcom w Polsce zbyt szerokie przywileje, często przewyższające te, które posiadają sami obywatele Polski. W tej sprawie Nawrocki wykazał się postawą, którą można określić mianem pokrętnej. Początkowo, pod wpływem publicznego nacisku, zawetował projekt rządowej ustawy, jednak później podpisał ją z kosmetycznymi poprawkami, które nie zmieniały w zasadzie najważniejszych zapisów.
Zdecydowano się zachować bezpłatne świadczenia medyczne, darmowe zakwaterowanie i wyżywienie na koszt polskiego podatnika, dostęp do świadczeń socjalnych, w tym 800+ oraz emerytur. Wśród poprawek, które prezydent zaakceptował, znalazł się również zapis, umożliwiający Ukraińcom wystąpienie o legalizację pobytu na kolejne trzy lata za pośrednictwem specjalnie utworzonego dla nich systemu internetowego.
Ten zapis, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się niewielką zmianą, może okazać się istotny w dłuższym okresie. Wprowadza bowiem możliwość, po nieprzerwanym ośmioletnim pobycie, ubiegania się przez Ukraińców o polskie obywatelstwo, co może prowadzić do powstania ponadmilionowej mniejszości narodowej w naszym kraju.
Taki scenariusz wiąże się z zagrożeniem powstania organizacji politycznych reprezentujących interesy tej grupy, a ukraińscy politycy mogliby zacząć obejmować kluczowe stanowiska w Polsce. ( Już zajmują, jutro lista - wpis redakcji )
Dodatkowo, Ukraińcy mogą zachować podwójne obywatelstwo, co rodzi obawy związane z brakiem obowiązku służby wojskowej w Polsce, a także z potencjalnym wpływem na polską politykę wewnętrzną.
Warto dodać, że zniknęły zapowiedzi Nawrockiego o uzależnieniu przedłużenia pomocy Ukrainie od wprowadzenia ustawy penalizującej ukraiński nacjonalizm i banderyzm.
Nie usłyszeliśmy również, aby kancelaria prezydenta złożyła zapowiadany projekt ustawy, który wydłużyłby obowiązkowy okres pobytu Ukraińców w Polsce z obecnych ośmiu lat do dwudziestu przed uzyskaniem obywatelstwa.
Kolejnym testem dla Nawrockiego była niedawna wizyta prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie. Podczas tej wizyty prezydent Nawrocki mówił o "ogromnych postępach" w sprawie ekshumacji polskich ofiar rzezi wołyńskiej. Jednak w rzeczywistości nie podpisano żadnych dokumentów, które zobowiązywałyby stronę ukraińską do konkretnych działań.
Tymczasem prezydent Nawrocki, mimo wcześniejszych obietnic, że zakończy finansowanie Ukrainy kosztem Polski, z entuzjazmem zaakceptował przekazanie Ukrainie kolejnych samolotów MIG-29.
Choć można by to uznać za zwykłą transakcję handlową, w obecnej sytuacji geopolitycznej, z wojną tuż za naszą granicą, rozbrajanie polskiej armii może być uznane za działanie niebezpieczne, wręcz zdradzieckie.
Podsumowując, powoli zaczynają pojawiać się wątpliwości, czy Karol Nawrocki rzeczywiście różni się od swojego poprzednika, Andrzeja Dudy.
Choć początkowo wielu Polaków miało nadzieję, że Nawrocki wniesie zmiany, obecne działania prezydenta wydają się być kontynuacją polityki, która nie zawsze idzie w parze z polskimi interesami. Dla części wyborców, którzy liczyli na twardą, narodową politykę, może to być spore rozczarowanie. Z drugiej strony, takie postawy mogą sprzyjać wzrostowi popularności polityka, który rzeczywiście stawia na polskie interesy – Grzegorza Brauna.