Swego czasu na listach przebojów królował utwór Krzysztofa Krawczyka i Gorana Bregovića Mój przyjacielu. Ta z pozoru prosta piosenka zawierała w sobie zaskakująco trafną refleksję o zjawisku nadmiernej gościnności — takiej, która zamiast budować relacje, ostatecznie prowadzi do nadużyć i konfliktów.
Dziś można dostrzec pewną paralelę między historią wyśpiewaną przez Krawczyka a sytuacją, która powstała po przyjęciu w Polsce ogromnej liczby „gości” z Ukrainy. Czas pokazał, że również w tym przypadku potwierdziła się stara zasada: nadmierna i nieprzemyślana gościnność potrafi obrócić się przeciwko gospodarzowi i stać źródłem poważnych problemów.

Skąd bierze się ta gwałtowna zmiana nastrojów wobec przybyszy z Ukrainy?
Jeśli zejdziemy z poziomu geopolityki na grunt codziennych relacji międzyludzkich, z socjologicznego punktu widzenia możemy wyróżnić trzy podstawowe kategorie osób przebywających w naszym domu: domowników, krewnych i bliskich znajomych oraz gości. Każda z tych grup posiada swoje prawa, przywileje i obowiązki — zarówno formalne, jak i obyczajowe.
Dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że inaczej zachowują się we własnym domu domownicy, inaczej zaproszeni krewni, a jeszcze inaczej goście — zwłaszcza ci, których wcześniej nie znaliśmy. Niestety w tym przypadku nasze elity polityczne narzuciły społeczeństwu standard stojący w sprzeczności z utrwalonym przez wieki porządkiem: obdarzono obcych gości prawami, jakie tradycyjnie przysługują domownikom, oddając im szeroki dostęp do zasobów budowanych przez lata pracy i wyrzeczeń Polaków. Co więcej, umożliwiono im korzystanie z tych zasobów bez ponoszenia odpowiednich kosztów.
Nietrudno przewidzieć, że wcześniej czy później taka sytuacja wywoła negatywne reakcje gospodarzy, którzy z uprzejmych i szczerych gospodarzy poczuli się wykorzystywani — często bez odrobiny wdzięczności ze strony gości.
Obecne nastroje społeczne znajdują potwierdzenie w oficjalnych badaniach. Według statystyk poziom akceptacji wobec ukraińskich gości spadł w Polsce z około 90% w 2022 roku do poniżej 50% obecnie. To wyraźny sygnał, z którego powinni wyciągnąć wnioski zarówno rządzący, jak i sami ukraińscy goście — by uniknąć scenariusza przypominającego ponury finał historii z piosenki Krzysztofa Krawczyka.